Porucznik Łukasz Pruszyński

13.03.2010, 19:45, Gimnazjum nr 2


 por. rez. Łukasz Jan PRUSZYŃSKI s. Feliksa

ur. 28 października 1897 w Tuczynie k. Równego

† 1940 Katyń

Oficer 44 Pułku Strzelców Legii Amerykańskiej
w 13 Równieńskiej Kresowej Dywizji Piechoty. (Po wojnie z bolszewikami nazwę zmieniono na 44 Pułk Piechoty Strzelców Kresowych).

W 1920 roku ukończył Kurs Podchorążych Rezerwy przy 13 Dywizji Strzelców Kresowych w Równem na Wołyniu.
W cywilu leśniczy w obwodzie Pustomyty – Tuczyn.

Zmobilizowany w sierpniu 1939 roku brał udział w walkach w jednostkach armii „Prusy” w okolicach Spały, Maciejowic i Tomaszowa Lubelskiego. 13 Dywizja Piechoty była ostatnią dywizją broniącą drogi do stolicy we wrześniu 1939.

Ppor. rez. Łukasz Pruszyński został internowany prawdopodobnie pod Brodami na Podolu
w końcu września 1939 r i uwięziony w obozie w Kozielsku.

Zamordowany w Katyniu w 1940 roku (wg akt NKWD nr KOZ -512-516/57 oraz Komisji Technicznej PCK z 1943 roku nr 03582).

 

 

W rodzinie panowała miłość i zgoda.  Wspomnienia Janiny Pruszyńskiej

  

Łukasz Pruszyński syn Feliksa i Olimpii urodzony 28 października 1897 roku w Tuczynie ukończył gimnazjum  w Równem. W wieku 18 lat (1915r.) został powołany do wojska, służył w armii  carskiej, walczył z bolszewikami. Po rewolucji  w roku 1918 żołnierze polscy tworzyli własne oddziały. Łukasz Pruszyński brał udział w bitwie o Warszawę w roku 1920. Odszedł z wojska do rezerwy w randze podporucznika.  Wrócił w rodzinne strony i rozpoczął pracę jako leśniczy w majątku stryja Piotra o nazwie  Woronów w leśnictwie Sobówka. Zamieszkał tam z matką.

Ożenił się 15 sierpnia 1924 roku z Marią Sokołowską. 24 czerwca 1925 roku urodziła się pierwsza córka, Janina, a 14 października 1926 roku druga córka Teresa.

Lasy Woronowa graniczyły z lasami, które należały do Andrzeja Pruszyńskiego, brata Piotra mieszkającego w dworze w Pustomytach. Z powodu trudnej sytuacji rodzinnej (śmierć żony) zaproponował Łukaszowi Pruszyńskiemu posadę leśniczego w jego majątku. Łukaszostwo zamieszkali w Berezołukach. Były tam: duży dom, budynki gospodarcze, sad, pasieka, spory inwentarz.

W latach trzydziestych przeprowadzono linię telefoniczną z Pustomyt do Berezołuk, w domu Łukasza pojawił się telefon i aparat radiowy. Wieczorami rodzina  słuchała wiadomości o wydarzeniach w kraju i na świecie. Łukasz Pruszyński interesował się sprawami politycznymi i gospodarczymi, prenumerował gazety, poradniki - pisma dotyczące jego pracy. Powiększał rodzinną bibliotekę o pozycje z polskiej klasyki.  W rodzinie panowała miłość i zgoda. Stryj Andrzej, widząc zaangażowanie Łukasza w pracę, dbałość o dom i udane życie rodzinne, powierzył  mu pełnomocnictwo w sprawach całego majątku.

  27 maja 1932 roku Łukaszowi i Marii urodził  się syn , Witold, nazywany w rodzinie  Tolem. Siostry niespecjalnie interesowały się braciszkiem, rozpoczynały bowiem naukę czytania i pisania. Ich edukację zaczęła matka, potem przychodziła do domu nauczycielka, a babcia uczyła je języka francuskiego. W 1935 roku dziewczynki uczyły się już w Tuczynie, mieszkając u znajomej nauczycielki.  Ich nauka tam trwała do końca 1938 roku. W 1939 roku dziewczynki  zdały egzamin do gimnazjum. Rodzice wybrali dla nich szkołę z internatem prowadzoną przez siostry urszulanki w miejscowości Maciejów.

Latem do Berezołuk przyjeżdżała na wakacje rodzina z Warszawy. Wszyscy spędzali czas wspaniale, jeżdżąc konno, spacerując, grając w brydża, preferansa. Wracali do domów wypoczęci. W 1938 roku Łukasz zaskoczył wszystkich przygotowaniem prawdziwego kortu tenisowego.

Niedaleko Pustomyt w miejscowości Niewierków stacjonowało polskie wojsko: Korpus Ochrony Pogranicza. Żołnierze bardzo uroczyście odchodzili  święta narodowe: 3 maja, 15 sierpnia, 11 listopada. Łukasz Pruszyński, wówczas ppor rezerwy, otrzymywał zaproszenia na uroczystości, pokazy wojskowe. W Niewierkowie stał kościół, tam Pruszyńscy jeździli na niedzielne msze odprawiane przez księdza kapelana.

W sierpniu 1939 roku rodzina Pruszyńskich realizowała życiowe plany, szykowała córkom wyprawkę do gimnazjum, Łukasz załatwiał w Banku Wileńskim zakup kawałka ziemi na własny majątek. Kiedyś pojechali wszyscy do Równego na targi wołyńskie. Pod koniec sierpnia w Maciejowie otwierano szkołę powszechną, na której uroczyste otwarcie zaproszono Łukasza Pruszyńskiego oraz paru zawodowych wojskowych. KOP miał pełnić patronat nad szkołą...

Naturalnie wszyscy znali sytuację polityczną w  Europie, agresywną politykę Hitlera, ale wierzyli, że Polsce nic nie grozi, a wojna, jeśli wybuchnie, będzie krótka.

 

 

30 sierpnia 1939 roku ogłoszono w kraju powszechną mobilizację, a 31 sierpnia Łukasz Pruszyński otrzymał wezwanie do stawienia się  w swojej jednostce wojskowej Korpusu Ochrony Pogranicza.

O 5 rano w rześki poranek przed gankiem domu stanęła bryczka zaprzężona w dwa konie, do której wsiadł podporucznik rezerwy w mundurze. Pożegnawszy się z matką, żoną, podszedł do dzieci. Całując je, powiedział, żeby się nie martwiły, że za kilka dni wszystko się wyjaśni i tata powróci do domu. Obrzucił pożegnalnym spojrzeniem dom i odjechał.

 

8 września przyszła z frontu kartka od Łukasza Pruszyńskiego do rodziny, w której również obiecywał, że niedługo wróci do domu. Zapewniał bliskich, że mają bezpieczne miejsce do przetrwania...

17 września po raz pierwszy „przeszli przez dom” jego rodzinny żołnierze rosyjscy. Skonfiskowali broń myśliwską. Zabrali jedzenie. Następnego dnia zrewidowali obejście, zarekwirowali zwierzęta hodowlane, zapasy żywności, zakazali opuszczania Berezołuk.  Potem aresztowali stryjów Łukasza: Piotra i  Andrzeja. Następnie zmusili rodzinę do przeprowadzki, kwaterując z innymi polskimi rodzinami niedużym domku. Tak mijała jesień.

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia rodzina otrzymała wiadomość od Łukasza Pruszyńskiego adresowaną z obozu w Kozielsku. Żył, był zdrowy, mógł wysyłać jedną kartkę pocztową do rodziny w miesiącu.

15 stycznia dano rodzinie 15 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, znów przewieziono na nowe miejsce. W lutym wywieziono kilka polskich rodzin w nieznane. Choroba babci spowodowała, że wywózka z kraju nie nastąpiła w lutym do Archangielska, tylko w kwietniu  do Kazachstanu –  do miejscowości Bohoduchowka. Zesłanie na pełne 6 lat...

W Bohoduchowce wróciła do Marii kartka, którą wysłała do Łukasza do Kozielska. Początkowo myślała, że może jeńców przewieziono w inne miejsce lub może zostali zwolnieni. Z każdym długim dniem zesłania malała nadzieja na uzyskanie wiadomości od męża.

Aż wreszcie nadszedł dzień powrotu do kraju. Na dworcu wschodnim powitała Marię i troje jej dzieci warszawska rodzina. W domu stryj wyjął „Kurier Warszawski” z długą listą nazwisk żołnierzy straconych w Katyniu.  Wśród nich widniało nazwisko „Łukasz Pruszyński ppor rezerwy zamordowany 10 marca 1940 roku.”

 

 

Ze wspomnień najbliższych

 

„Mam zdjęcie Ojca w mundurze, odjeżdżał w nim, ale był pełen nadziei, że wróci w to miejsce, gdzie pracował 10 lat, starając się, by wszystko co robił, było solidne, uczciwe, dające korzyści rodzinie i Państwu. Kochał te piękne lasy, całą przyrodę i patrzył szczęśliwy, jak wyrastają z małych sadzonek piękne drzewa. Dbał o  dom, troszczył się o gospodarstwo i starał się je ulepszać. Był jeszcze młody  i silny. Kochał żonę i dzieciaki i chciał je wychować na mądrych, zaradnych ludzi. Niestety, stał się jedną z ofiar strasznej wojny i bezlitosnego mordu, którego dokonała władza komunistyczna na zlecenie Stalina”.

                                      Wspomnienia córki, Janiny Pruszyńskiej, Kętrzyn 2010.

 

 

 „Na tym zdjęciu jest mój ojciec. To ten mężczyzna, który trzyma na ramieniu olbrzymiego arbuza. Obok stoję ja, a za nami są moje siostry: Jasia i Terenia oraz moja mama – Maria. To był rok 1938. Miałem wtedy niespełna siedem lat. Mieszkaliśmy w leśniczówce w Berezołukach. To miejscowość położona 47 km od Równego na Wołyniu. Ojciec posadził w ogrodzie piękne arbuzy. Ten na zdjęciu ważył 17 kilogramów. Rok później – jesienią 1939 żegnaliśmy ojca. Pamiętam oddział polskiej kawalerii tuż przed wymarszem na wojnę. Żołnierze przyszli do naszego sadu. Napoili konie, wzięli trochę czerwonych jabłek, ustawili się w szeregu. Dowódca oddziału wyciągnął szablę, przeżegnał naszą rodzinę i powiedział: „Jeśli nie spotkamy się na tym świecie, to na pewno spotkamy się  na tamtym.” Wsiadł na konia i odjechał z kawalerią. Wtedy widziałem ojca po raz ostatni”.

Wspomnienia syna, Witolda Pruszyńskiego, Kętrzyn 2003.

 
« Wstecz


Dyskusja: "Porucznik Łukasz Pruszyński"
Data: Nazwa: Komentarz:
- Nie ma żadnych komentarzy -
Dodaj komentarz | Wyświetlić wszystkie komentarze